Notes:

Patrzcie, jeden z głównych czarodziejów wyganiających duszki pacmanowe z ludzi mających problemy. Z takim, jak mu się uwidzi, że go szatan opętał KK potrafi poradzić sobie szybko. Z przestępcami seksualnymi odwoływanie i zakazywanie idzie im gorzej.

Aż miło poczytać:http://pl.wikipedia.org/wiki/Aleksander_Posacki

Walka z AHK idzie tciężko z powodu mojej ocieżałości umysłowej, ale skrypty testowe wyszły mi nieźle jak na drastycznie małą ilość czasu jaką mogłem w ten weekend na zabawę z tym narzędziem poświęcić. Zrobiłem też w ramach ćwiczeń binarkę z fałszywym instalatorem. Do jakich podłości można by tego użyć w pracy. Normalnie take-a-break-and-go-grab-a-coffee-simulation.

W życiu podziało się tyle, że musiałem się zabrać za robotę na poważnie.

Zwykłe papierosy smakują mi dużo mniej od elektronicznych atomizerów nikotyny. Nie wiem czemu ostatnio podpalałem tak dużo. Trzeba przestać.

Długa, tygodniowa przerwa w bieganiu. W czwartek zeszłego tygodnia przebiegłem 14 km i albo coś we mnie pękło, albo moje lenistwo wychodzi ze mnie.

Na nic więcej nie ma czasu. Lepiej zanotować to niż nic.

List do maszerującego w Marszu Niepodległości.

1. Tak. Wiem, że tego nie przeczytasz.

2. Masz rację. Najpierw opanuj wiązanie sznurowadeł, potem naucz się czytać. Trzeba mieć priorytety.

3. I tak chcę to napisać

Zdarzają się takie, nieczęste już teraz chwile, w których stajesz przy oknie z czubem mokrym od potu i patrzysz na zewnątrz. Jesteś odrobinę zmęczony, bo odkurzyłeś, umyłeś podłogi i naczynia, pogoniłeś koty po mieszkaniu i jesteś sam. Wyjątkowo nie jesteś w pracy i powinieneś się czymś zająć. Ale do tego wrócę później.

Za oknem przez które wyglądasz stoją budynki, samochody i zapędzeni ludzie. Widzisz też pozbawione lisci drzewa, jakiś trzepak do dywanów i rowerowy stojak. Wszystko to zlane światłem i z pozoru trwałe, ale wiesz doskonale że światło jest jesienne a trwałość jest kłamstwem materii. Gdy spoglądasz w górę dostrzegasz słońce, rozcięte na pół brzeszczotem żaluzji. Sunące w dół, jak zawsze ku zachodowi. Ale do tego też wrócę później.

Parę dni wcześniej zasiadłeś przed komputerem z rana i przeczytałeś, że koleś który nazywa się Robert Winnicki na spotkaniu z kolesiami kibolami piłki nożnej zapowiedział: „Dążymy do obalenia republiki okrągłego stołu. Budujemy siłę, której tak bardzo boją się lewaki i pedały.”

I spora grupa ludzi odniosła się do tej całej republiki i obalania jej przez Młodzież Wszechpolską, co z pewnością jest poważnym problemem. Wszyscy zajmą się problemami które sprawia paru zagubionych kiboli zaraz po tym jak uda nam się rozwiązać palący problem latających świń. Było i dalej jest, że trzeba ich zdelegalizować, było że Wielki Ruch. I niech to będzie sobie, ale nie potrafię się tu zaangażować. Zacząłem za to myśleć o drugiej części wypowiedzi. A ponieważ jest ona prosta, nie myślałem długo.

Kategoria strachu.

Otóż, drogi Robercie Winnicki, nie boję się Ciebie ani Twoich kolesi. A odnosisz się do mnie w swojej wypowiedzi, bo jak ktoś popatrzy z zewnątrz to jestem właśnie lewakiem. W rozumieniu takim kolesiem, który górnolotnie pisząc nie staje na drodze ani rozumowi, ani miłości. Ale porzućmy definiowanie, bo zapewne dobrze wiesz co sobie ubzdurałeś a Twoi kolesie z radością bezmyślnie powtórzyli po Tobie tyle razy, że też wiedzą co trzeba. W punkt jest to, że ani odrobinę się Was nie boję. Możecie prężyć muskuły i machać pałkami. Możecie rzucać kostką brukową, jak ostatnio w Warszawie, możecie opowiadać o tym co i komu zrobicie, możecie latać w tych swoich maskach i szalikach w te i wewte jak kurczak z ujebaną głową. Dalej się Was nie wystraszę.

I jestem gotów wyjaśnić dlaczego, ale najpierw poruszę temat tych całych masek w których tak ochoczo popierniczacie po ulicach jak przychodzi do dumnego maszerowania. I wiem, że nie tylko Wy w nich łazicie, bo jakieś antyfy też. Do nich to również się odnosi:

Pomyślcie przez chwilę. Jeśli tak bardzo boicie się chwili w której mamusia rozpozna Was na materiale filmowym w telewizji, że musicie zasłaniać twarze, to może dajcie sobie spokój?

Zatem po pierwsze nie boję się Was, bo nie macie twarzy. Jesteście bandą wstydliwych kolesi, którzy ukrywają się za rozmaitymi maskami, bo mają coś do ukrycia.

Po wtóre zaś nie boję się, bo w zeszłym roku bzdurzyliscie, że do niszczenia własności publicznej i prywatnej sprowokował Was marsz lewicowy, a w tym roku pociskacie kit, że z braku marszu lewaków sprowokowała Was policja. A ja mam skłonność do ekstrapolacji i oczyma wyobraźni widzę rok przyszły, w którym po opróżnieniu Warszawy na dobę i zostawieniu Was samym sobie tłumaczycie się, że wyrywaliście uliczny bruk i rozpierniczaliście samochody, bo sprowokował Was chodnik i chmurka na niebie. Zrozumcie: Nie potrafię równocześnie zdychać ze śmiechu i trząść się ze strachu.

Ale po trzecie i najważniejsze, nie boję się Was, bo dzień w dzień doświadczam większego strachu. Strachu, który jak mi się zdaje jest Wam z jakiegoś powodu obcy. Jestem uprzywilejowanym białym, dużym heteroseksualnym facetem i mimo tego od ranka do nocy dociska mnie strach o zdrowie i bezpieczeństwo moje i mojej żony. Czuję ciężar obowiązku, konieczność pracy i wysilania się. Dokładania starań. Tak. Wróciłem do tematu pracy. Czuję odpowiedzialność oznaczajacą, że każdy mój krok może być krokiem ostatnim. A Wam odpowiedzialność jest obca. Nie macie domów o które trzeba dbać, nie macie spraw do załatwienia i nie rozumiecie w ogóle jak wielką szkodą może być jakakolwiek szkoda. Pójdziecie się tłuc, bo nie martwicie się tym jak się na Waszych zarobkach odbije w razie czego miesiąc rekonwalescencji. Wyrwiecie bruk i będziecie nim rzucać, bo nie wiecie ile to pracy żeby go położyć. Wywrócicie do góry nogami samochód i podpalicie go, bo nie czujecie ile to wysiłku na taki samochód zarobić.

I bardzo korci mnie, żeby napisać że to wszystko dlatego, że jesteście znudzonymi bezrobotnymi kolesiami, ale wiem że to nieprawda. Jesteście po prostu tępi i niezdolni do odczuwania odpowiedzialności. Nie rozpoznajecie implikacji wykonywania własnych codziennych obowiązków nawet gdy stoicie z nimi twarzą w twarz. I nie wiem czemu tak macie. Ostateczna diagnoza zresztą nie jest mi potrzebna, bo to co ważne tak czy siak przebija z tekstu.

Nie boję się Was, bo jestem akceptowalnie odpowiedzialnym człowiekiem, który musi codziennie zmagać się ze strachem większym niż potraficie sobie wyobrazić.

Już kończę.

I może to nawet prawda. Ślepej i upośledzonej na rozumie kurze może trafić się ziarno, czego dowodzi historia Bezgłowego Kurczaka Mike. Może przyszłość niesie ze sobą wielkie, wieszczone przez Roberta Winnickego zwycięstwo grupy kibiców piłki nożnej, a moje niechybne odejście. Nie byłbym uczciwy, gdybym nie potraktował tej perspektywy jak prawdopodobnej. W końcu czasem jest taki dzień w którym przytłacza Cię jesień i czujesz że każda sekunda przybliża Twój koniec i jedyny możliwy wynik – przegraną.

Ale tak jak groźby narodowców są płytkie i durne bo pobicie jest największą zgrozą w szkole podstawowej, a potem świat dorosłych ludzi potrafi dokopać dużo bardziej, tak samo ich zwycięstwo będzie płytkie i koślawe.

Uczestniku Marszu Niepodległości, kolesiu co darłeś mordę na Agrykoli, mogę odpowiedzieć Ci parafrazą z dzieła literackiego*:

Możliwe, że mnie świeci ostatni zachód słońca. Tobie świeci żarówka sześćdziesiątka.

 

*Okej, mogę zrobić konkurs. Otóż jestem ledwie o parę miesięcy od skończenia pisanej do szuflady nowelki o IWŚ. Jak ktoś zgadnie kto jest autorem parafrazowanych słów i chce, to dostanie pedeefa na maila.

Memento mori part one. Cm. Rakowicki. Groby, aniołki i porcelanki.

ImageRozpada się zawsze od fundamentów.

ImageThey called me a Stone Rose, nut my name was Eliza Concrete.

ImageSpękane ślady dawnego bogactwa.

ImageThe End of Iron Man.

Są też aniołki. Rozmaite.

A z porcelankami jest to szczęście, że są zwykle podpisane.

Inżynier

Artystka

Zawód Nieznany

Chemiczka

Budowniczy

Prezes Towarzystwa Ubezpieczeniowego

Żona prezesa Tow. Ubezp.

Żołnierz

Nocą wyjdę ze sprzętu RTV i wydłubię Ci oczy zardzewiałym śrubokrętem.

Zdjęcia moje i żony.

Hello Cruel World (V)

Nie ma już biurka w pracy, blogaska zamilczałem na śmierć. Może jednak dalej będziemy rozmawiać o Anomaliach? 

Image

Dziś jest taki dzień, że siedzę i mruczę do siebie O Sprawach. Przypominam sobie co myślałem kiedyś i porównuję to z tym co myślę dziś. Próbuję stawiać rozgraniczenie między teraźniejszością i przeszłością. Czas przyszły rozważam jak każdy, w kategoriach odległego protobułgarskiego zaśpiewu. 

Gdy byłem młodym chłopcem (ale nie na tyle młodym znowu, by mogło to posłużyć za wytłumaczenie – to tylko nędzne alibi) był taki moment samotności w moim życiu, kiedy myślałem, że na starość zamienię się w totalnie prawicowego publicystę. Że będę siedział w domu, samotnie dźwigając masę fobii i płodził teksty w obronie tradycyjnej rodziny. Że może po drodze zdarzy się jakaś naiwna i dzięki niej będę mógł rozdzierać koszulę na progu rejtanowsko już po rozwodzie, pisząc rzecz jasna o uświęconym związku małżeńskim. I tak poważnie myślałem, tak widziałem swoją przyszłość, tak to formułowałem. (Wiem, byłem dziwny jak na prawicowca.)

 

“Rafał Ziemkiewicz w felietonie na Interii wystąpił w obronie tradycyjnego modelu rodziny. Jego pierwsza żona nie skomentowała, a druga też była zajęta.”

 

Już wtedy wiedziałem, że na starość z całkiem złych powodów będę robił to co będę robił, bo mi się zmieni, bo będę miał góry dysonansów poznawczych do zredukowania. Wiedziałem to. Myliłem się.

 

Teraz jestem raczej starym chłopcem a kwestie związku rozwiązały się, bo przestałem być tępakiem. Teraz gdy myślę o przyszłości widzę siebie robiącego inne złe rzeczy z innych złych powodów. 

 

Dla moich rodziców gwałtowne zmiany technologiczne są bardziej naturalne niż dla mnie. Przeskoczyli gwałtownie ze świata niedoborów innowacji do rzeczywistości tak technologicznie rozpędzonej, że czasami sama siebie zostawia z tyłu. I wiedzą, że to się zdarza. I mają rację. Raz innowacją jest miękki papier toaletowy a raz telefon, który ma w sobie wszystko co potrzebne w domu i zagrodzie. Dla  moich rodziców to będzie naturalne i z pewnością ich reakcja na zatrzymanie zmian będzie inna niż moja. Bo dla mnie naturalny jest tylko rozwój. Błyskawiczny. To dzikie: “Change. Get used to it.”

 

Kiedy więc zmiany się zatrzymają, a prędzej czy później musi to nastąpić, będę się czuł dziwnie i źle. Będę wtedy starcem siedzącym w jakiejś chatynce i piszącym pamflety o upadku świata. Że oto koniec technologii, innowacyjności, Świat Się Wali, pięciu Fukuyamów, ludzie będą się bić maczugami o prawo pobierania myta na rozpadającym się moście jeszczezobaczycie! 

 

Oczywiście będę w błędzie, ale nie będę tego widział, czuł czy rozumiał. Będę czuł rozczarowanie. I to chyba jest odpowiedź. Że rozczarowanie będę czuł w przyszłości, której kotwicę umieszczam tutaj i już teraz.

 

Póki nie przyjdzie przyszłość mogę cieszyć się światem.

I już nigdy nie chcę mieć w rękach metkownicy.

Hello Cruel World (IV)

Ta, wszystko wskazuje na to, że tylko tutaj, w ciszy i pustce nikt nie będzie się czepiał tego, że nie podpisuję się nazwiskiem. I starczy to jedno miejsce, bo czemu nie.

Trwa odliczanie i trwają lekkie nerwy. Niedługo obrazek wiatający okrutny świat się trochę zmieni. Bo blat będzie inny, a Świat zrobi się ciekawszy i okrutniejszy.

Widziałem wczoraj “Dług” – tegoroczny film szpiegowski o agentach Mossadu polujących na Niemca ukrywającego się w Berlinie wschodnim, a potem na Ukrainie. Spoglądałem na ekran z niedowierzaniem. Cały film zorganizowany wobec kultu szpiegostwa czasów Zimnej Wojny, obrobiony tak, żeby być realistycznym i mrocznym. Tylko dalej agenci nie maja problemu z tym, żeby uderzyć kogoś w tył głowy a ten ktoś po paru godzinach budzi się bez problemów neurologicznych, gotów do wyprowadzania ich z roli one-linerami i przemowami o wyższości aryjczyków nad niearyjczykami.

Nie mogę już patrzeć na to spięcie pośladów. Jedyny uczciwy obraz wszystkich możliwych wywiadów jaki widziałem na ekranie, to kapitan Flagg, w serialu MASH. Nadęty, opętany paranoicznymi teoriami, za tępy żeby poszukać pomocy dupek. Kiedy więc młodzi i przystojni chłopcy, wraz z fakabilną agentką robili zasadzkę zakładającą założenie Złemu Niemcowi na głowę szczupłych nóg podczas badania ginekologicznego i zrobienie mu zastrzyku z magicznej substancji usypiającej nie tworzącej gigantycznego ryzyka zawału serca u zastrzykiwanego, mnie przetaczały się przez głowę myśli o rzeczywistości. O tym, że ten cały Mossad ze swoimi akcjami na terenie innych krajów, to grupa ogłupiałych stworków, bawiących się w Tajne Akcje za pieniądze podatników z USA. Warci tyle samo co Operacja Stargate, która przez wiele lat wysysała pieniądze z CIA na eksperymenty z kolesiami twierdzącymi, że maja magiczne paranormalne moce.

A kiedy słuchałem głupiego pierdolenia agencików o tym, jak ważne jest, żeby Niemiec, chirurg z Obozu Koncentracyjnego miał Proces i żeby Prawda Została Ujawniona, do głowy przychodziło mi tylko, że przecież koleś był w Berlinie Wschodnim, wiec w miejsce organizowania Tajnej Akcji i zabijania żołnierzy pilnujących stacji kolejowej, wystarczyło dostarczyć dowody i dokumentację miejscowym komunistycznym władzom, które chętnie osądziły by faszystę z taka historią.

Serio, walić Tajne Służby, pierdolić CIA, jebać Mossad, wielki kij w dupę WSI i AW. Zaakceptować można tylko MI-6 i tylko w filmach z Bondem.

Zbieranie kleszczy 2011, Ojców i okolice.